Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi.
A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.
Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”. Wtem rozległ się głos z nieba: „I uwielbiłem, i znowu uwielbię”. Tłum stojący usłyszał to i mówił: „Zagrzmiało!” Inni mówili: „Anioł przemówił do Niego”. Na to rzekł Jezus: „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.
„Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”
Cywilizacja kibiców, przyglądających się gapiów,.
Kiedyś każda mała społeczność miała swoich twórców – nie docierały powszechnie wiadomości o tych największych, najbardziej uzdolnionych, nie każdy miał możliwość obcowania z ich dziełami. Powstawały liczne lokalne grupy kreatywne – śpiewacze, teatralne, aktywizowali się miejscowi artyści plastycy, tworzący w różnych dziedzinach. Nie były to może dzieła najwyższej klasy, ale zdarzali się pośród nich bardzo oryginalni, niepowtarzalni, mający swoich kontynuatorów i naśladowców.
Obecne społeczności bywają częściej konsumentami dóbr artystycznych niż ich twórcami. Dzięki mediom ogromna większość ludzi może poznawać dzieła klasy światowej, może bliżej poznać ich twórców – bardzo nielicznych – dzięki wywiadom, transmisjom radiowo-telewizyjno-internetowym.
W zestawieniu z tymi arcydziełami twórczość lokalna wypada blado i zniechęca jej autorów. Nie mogą oni konkurować z najwybitniejszymi artystami oglądanymi w mediach. Mało kto poświęci czas na oglądanie wiejskiego przedstawienia, mając możliwość obejrzenia spektaklu w wykonaniu sławnego teatru na ekranie telewizyjnym. Dotyczy to każdego przejawu twórczości – scenicznej, literackiej, muzycznej, plastycznej.
Odbija się to także w życiu religijnym – dzisiaj nawet Liturgię niektórzy traktują jak „teatr jednego aktora”, w którym można być jedynie widzem i słuchaczem. Niewielu włącza się aktywnie w celebrację liturgiczną, mało jest ministrantów, czytających Słowo Boże, śpiewających Psalm responsoryjny, a nawet pieśni i odpowiedzi liturgiczne.
Może właśnie taka postawa prowadzi do zmniejszenia się chętnych do stanu kapłańskiego czy zakonnego? Przecież lepiej się zbytnio nie angażować, lepiej stać z boku i się przyglądać, czasami skrytykować i osądzić, bo to nic nie kosztuje.
„A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną”
Pewne cechy tego zjawiska widzimy w dzisiejszej Ewangelii, gdy „niektórzy Grecy” przychodzą do Apostołów z prośbą „chcemy ujrzeć Jezusa”.
Do Jezusa przychodziło wielu z prośbą o jakąś interwencję, uzdrowienie, wyrzucenie złego ducha, nawet o mediację w sprawach majątkowych, przychodzili także słuchać Jego słów, „nauki z mocą”. Jednak w większości towarzyszący Mu tłum szukał sensacji, jakiegoś nowego „widowiska”, cudu, jeszcze jednej konfrontacji z uczonymi w Piśmie. Po cudownym rozmnożeniu chleba Jezus wyrzucał im, że szukają Go dlatego, że „jedli chleb do sytości”. Mówiąc o Janie Chrzcicielu zadaje pytanie: „coście przyszli oglądać na pustyni?”
Jezus nie pragnie widowni, ale uczestników. Nie zaprasza do oglądania Jego „występów”, ale do wspólnego z Nim działania, do wysiłku, do „wzięcia krzyża i naśladowania Go”. Tylko takie uczestnictwo przyniesie owoc życia wiecznego.
Uprzedza, że nie ten, kto mówi „Panie, Panie” wejdzie do Królestwa, ale ten, kto wypełnia wolę Ojca.
Mówiąc o Dniu Ostatecznym ukazuje, że nie możemy powoływać się tylko na „oglądanie” Jezusa: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś.” (Łk 13,26) Powie do nich: „nie wiem, skąd jesteście.” W przypowieści o dwóch synach wolę Ojca wypełnił ten, który poszedł do winnicy, a nie ten, który tylko obiecywał.
Apostoł Jakub przestrzega, aby nie być tylko „słuchaczem oszukującym samego siebie” (Jk 1,22).
Czynne uczestnictwo w Bożym planie zbawienia jest wysiłkiem, jest obumieraniem, traceniem swego życia.
Czy jestem na właściwej drodze za Jezusem? Czy nie jestem jedynie stojącym bezczynnie pod krzyżem Jezusa kibicem, gapiem przyglądającym się widowisku? Czy Eucharystia jest dla mnie miejscem mojego aktywnego podążania za Jezusem, czynnego włączenia się we wspólnotę Kościoła, gdzie każdy członek otrzymuje swoje powołanie, zadanie do spełnienia?